• Ajka Minimalistka

Wciąż jestem

Kiedy zaczynasz dostawać od swoich obserwujących zaniepokojone wiadomości z pytaniami, czy wszystko u ciebie w porządku, to zdecydowanie znak, że zbyt długo nie dawałaś znaku życia. Ten wpis nie będzie więc typowym tekstem poradnikowym, jakie zwykle staram się publikować, a krótkim wytłumaczeniem, co działo się w moim życiu w ostatnich miesiącach i dlaczego tak rzadko tworzę nowe treści i pokazuję się w mediach społecznościowych.


Podstawowe przyczyny tej skąpej obecności w internecie są trzy. Pierwsza to przeprowadzka i poprzedzające ją liczne sprawy formalne, dzięki którym była ona możliwa. Od dawna planowaliśmy zmianę mieszkania na nieco większe i w spokojniejszej okolicy. Nie mieliśmy potrzeby brania kredytu, ponieważ posiadamy zabezpieczenie finansowe w nieruchomościach, które trzeba było spieniężyć, by móc zmienić lokum. Cały ten proces oraz późniejsze poszukiwania odpowiedniego kandydata na nasz nowy dom zajęły mnóstwo czasu i pochłonęły sporo energii. Chociaż oczywiście był to bardzo przyjemny czas. Gdy już udało się właściwe miejsce znaleźć, wszystko wskazywało na to, że nie będziemy mogli się wprowadzić wcześniej niż w październiku. Tymczasem z przyczyn całkowicie od nas niezależnych okazało się to nie tylko możliwe, ale wręcz konieczne, już pod koniec sierpnia. Przygotowania do przenosin, przeprowadzka, potem powolny proces urządzania się - to znów czas, praca, setki ważnych decyzji do podjęcia i pomysłów do zrealizowania lub odrzucenia. Bardzo zależało nam obojgu, by nasze nowe schronienie było urządzone z wykorzystaniem całego dotychczasowego doświadczenia zebranego podczas 17 lat zamieszkiwania w poprzednim miejscu. By odpowiadało naszym aktualnym potrzebom życiowym, pozwalało na realizowanie celów każdego z nas, było przyjazne, przytulne, funkcjonalne, estetyczne i eleganckie. Jednocześnie łatwe do utrzymania w porządku i w czystości. Czy się udało? Mówiąc w skrócie, tak. Jeszcze parę drobiazgów pozostało do zrobienia, ale po prawie trzech miesiącach urządzania się i oswajania nowego mieszkania jesteśmy zadowoleni z efektów.


Druga kwestia, która bardzo mocno mnie pochłonęła tego lata i jesieni, to powrót do oprowadzania po Zamku Królewskim na Wawelu. Właściwe powróciłam do tego zajęcia przed pandemią, ale wiadomo, co stało się potem. Tymczasem w międzyczasie na Zamku zmieniła się dyrekcja i zapanował zupełnie odmienny duch. Nowoczesność, otwartość na zwiedzających, wiatr zmian. Bardzo cieszę się, że wróciłam na Zamek właśnie w tym momencie i mogę czuć się częścią tej zmiany. W tym sezonie pomimo kowidowych ograniczeń przez zamkowe ekspozycje przewinęły się prawdziwe tłumy odwiedzających. Pracy było więc bardzo dużo i często spędzałam na Wawelu całe dnie, czasem łącznie z weekendami.


Trzecia sprawa nie jest tak pozytywna, chociaż w ostatecznym rozrachunku prowadzi w dobrą stronę. Niecałe trzy tygodnie po naszej przeprowadzce moja Mama trafiła do szpitala w bardzo poważnym stanie, z podejrzeniem udaru. Przypadek sprawił, że umieszczono ją w placówce bardzo blisko naszego nowego miejsca zamieszkania. W pierwszych dniach nie było wiadomo, czy wydobrzeje. Przez pierwszą dobę nie wiedziałam nawet, czy uda mi się z nią jeszcze porozmawiać. Na szczęście jednak wykluczono udar. Po kilku tygodniach wróciła do domu, znacznie osłabiona, ale z nadzieją na poprawę. Niestety jednak bez sensownej diagnozy. Nie po raz pierwszy okazało się, że jeśli chce się wyzdrowieć lub pozostać zdrowym, trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i samemu szukać pomocy i wyjaśnienia źródła problemu. Nie mam bynajmniej na myśli leczenia się u doktora Google, czyli szukania odpowiedzi na pytania związane ze zdrowiem wyłącznie w internecie. Nie, po prostu trzeba było znaleźć specjalistę, któremu będzie naprawdę zależeć na usunięciu przyczyny dolegliwości dokuczających Mamie, a nie jedynie na maskowaniu objawów środkami farmakologicznymi. Przy okazji wyszły na jaw jeszcze inne sprawy zdrowotne, którymi Mama musi się zająć po latach stawiania potrzeb innych osób na pierwszym miejscu przed własnymi. To właśnie jest ta „dobra strona”, o której wspomniałam wcześniej. Mama jest osobą bardzo energiczną, pozytywną i otwartą na innych, ale jak wiele kobiet z jej pokolenia przyzwyczaiła się do stawiania swoich potrzeb na samym końcu listy życiowych priorytetów. Jej organizm zażądał jednak stanowczo zajęcia się nim w należyty sposób. Tak stanowczo, że musiała go usłyszeć i odpowiedzieć na jego wezwanie. Na szczęście zrozumiała również, że potrzebuje naszej pomocy, nie może wciąż jej odrzucać i nadal wykonywać sama nawet najcięższe prace.


Teraz już wiecie, co mnie tak bardzo absorbowało w ostatnich miesiącach. Nie tłumaczę się, jedynie wyjaśniam. Nie mam wyrzutów sumienia, bo nie ma ku temu powodów. Faktem jest jednak, że chciałabym wrócić do aktywności internetowej, a nawet ją zwiększyć, ale zamiast zapowiadać, co będę robić, zapraszam Was do śledzenia moich poczynań. A przede wszystkim dziękuję za to, że jesteście ze mną nawet wtedy, gdy mało mnie widać.




476 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie