• Ajka Minimalistka

Radość z dojrzałości

Pamiętam czterdzieste urodziny mamy. Jako szesnastolatce jej wiek wydawał mi się odległy i sędziwy. Powyżej 50-tego roku życia w moim odczuciu zaczynała się starość.


W miarę dorastania uczyłam się, że starzenie się jest procesem nieuniknionym, ale źle widzianym. Starsi zazdrościli mi młodości. Mówili, że gdy będę w ich wieku, ból i zmęczenie będą mi wciąż towarzyszyć. Z czasem stanę się niedołężna i zgorzkniała. Dowiedziałam się, że kobiet nie pyta się o wiek, a panie często zaniżają tę liczbę.


Moja przyjaciółka Kasia twierdziła, że po 25-tym roku życia będziemy musiały zacząć używać kremów przeciwzmarszczkowych. Co roku, świętując urodziny, przypominałyśmy sobie o tym, aż w końcu przekroczyłyśmy tę magiczną granicę, za którą miało być tylko gorzej. Nie przejęłam się tym wtedy, miałam na głowie inne problemy niż potencjalne zmarszczki pod oczami.


Lata płynęły. Nie myślałam o starzeniu, aż na horyzoncie zamajaczyła czterdziestka. Pierwszy siwy włos zauważony na skroni wyrwałam, przerażona. Ale jak to, już? Nie jestem gotowa. Jak zatrzymać czas? Co zrobić, by życie nie płynęło tak szybko?


Obecnie zbliżam się do 50-tki. Wbrew powszechnym tendencjom nie wstydzę się metryki, bo zupełnie inaczej postrzegam dojrzałość i upływ czasu. Strach przed starzeniem wynikał w dużej mierze z obserwacji osób z otoczenia. Obie babcie zestarzały się brzydko i boleśnie. Były otyłe i zaniedbane, pomimo korzystnej sytuacji materialnej. Zmarły dręczone chorobami i problemami z poruszaniem się. Na starość stały się jeszcze bardziej egoistyczne i nieżyczliwe, a obie miały wręcz nieznośne charaktery. Ich starość była brzydka, bo skupiały się tylko na sobie i plotkach.


Inną sprawą jest, że dojrzały wiek w Polsce jest trudnym czasem. Życie polskiego emeryta często jest raczej walką o przetrwanie niż okresem wypoczynku i zbierania owoców wielu lat pracy.


Jednak mam w pamięci wiele przykładów osób, które starzeją się pięknie, a nawet w jesieni życia rozkwitają. Pierwszą, która zapisała się w moich wspomnieniach, była mama Mariline, czyli pani domu, w którym dorabiałam sobie jako pomoc domowa we Francji. Madame poznałam na kilka lat przed jej śmiercią, gdy dołączyła do rodziny córki podczas wakacji. Była zamożna, ale w życiu doświadczyła i trudnych warunków materialnych, i ciężkiej pracy. W ostatnich latach życia była osłabiona i schorowana, a jednak zawsze miała dla innych uśmiech i dobre słowo.

Często się śmiała, opowiadała anegdotki z czasów młodości, gdy obracała się w kręgach paryskiej bohemy. Regularnie widziałam ją pogrążoną w lekturze.

Przy tym zachowała elegancję i wytworne maniery. Nawet w domu zakładała piękne stroje, układała włosy, chociaż całymi dniami mogła nie widzieć się z nikim. Utrzymała szczupłą figurę, nie przejadała się i nie nadużywała alkoholu, ale regularnie pijała wino do posiłku. Dbała o higienę, nie chciała, by jej zapach był nieprzyjemny dla innych.


Najbardziej porusza mnie historia mojej mamy. Przez kilkadziesiąt lat jej życie skupiało się na pracy zawodowej i zajmowaniu się domem. Było tym ciężej, że moja niepełnosprawna siostra wymagała zawsze więcej uwagi. Dopiero na emeryturze mama mogła zacząć myśleć o sobie.

Jako seniorka zainteresowała się techniką decoupage i zaczęła tworzyć za jej pomocą ikony, które okazały się sukcesem. Miała szereg wystaw, sprzedała sporo prac. Jest kobietą nowoczesną. Interesuje się aktualnościami, załatwia przez internet większość spraw. Czyta, rozmyśla. Działa społecznie, organizuje zajęcia dla seniorów, wyjazdy na koncerty.


Nie jest okazem zdrowia, dokuczają jej objawy „zmęczenia materiału”, jak sama mówi. Jednak stara się być aktywna. Sama zajmuje się domem i ogrodem. Na propozycje pomocy odpowiada, że jeśli odpuści sobie, skończy jak jej matka, która ostatnie dwa lata życia przeleżała w łóżku. Przypomina mi to stwierdzenie Jane Fondy: „Muszę się ruszać. Kiedy się starzejesz, to jest jeszcze ważniejsze niż wtedy, kiedy jesteś młoda. Jeśli nie będę się ruszać, nie tylko moje ciało zacznie się psuć, ale także mój umysł. Wiem, że potrzebuję tych endorfin.”


Patrząc na mamę, nie boję się już tego, co przyniesie starość. Mam w sobie siłę wynikającą z doświadczenia. Działam bez pośpiechu i roztropnie. Znam swoje mocne strony. Straciłam świeżość, ale zyskałam świadomość swoich atutów. Wokół siebie mam życzliwych ludzi, na których mogę liczyć w trudnej chwili. Mam coraz większy apetyt na życie. A zmarszczki? Cóż, są, ale wiem, że gdy się uśmiecham, dodają mi uroku.


Nie wiem, czy dożyję starości ani czy będzie mi dane zachować dobrą formę, bo zdrowy tryb życia mi tego nie gwarantuje. Jednak to, jak żyję teraz, ma wpływ na to, jaka będę, coraz bardziej się starzejąc. Im sprawniejsze są ciało i umysł teraz, tym z wyższego poziomu będą słabnąć. Chcę zachować otwartą głowę i życzliwość. Wnosić radość w życie innych. Być inspiracją. Myślę, że będę dziarską staruszką. Może trochę szaloną.


Jednak nie ma co rozmyślać nadmiernie nad tym, co przyniosą dni, których jeszcze nie znamy. Życie jest tu i teraz. Jak napisała Nanea Hoffman (chociaż cytat ten błędnie przypisywano m.in. aktorowi Keanu Reevesowi): „Nikt z nas nie opuści tego świata żywy, więc przestań stawiać siebie na drugim miejscu. Ciesz się pysznym jedzeniem. Spaceruj w słońcu. Wskocz do morza. Wypowiedz na głos tę prawdę, którą nosisz w sercu jak ukryty skarb. Wygłupiaj się. Bądź miły. Bądź dziwakiem. Nie ma czasu na nic innego”.


Tekst napisałam pierwotnie do magazynu wydanego przy okazji konferencji Charmsy Biznesu w Bydgoszczy, w której uczestniczyłam w październiku tego roku. Poniżej kilka zdjęć z konferencji, a relację z wyjazdu znajdziecie też we vlogu na kanale.



Zdjęcia Monika Buńkowska





231 wyświetleń1 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie