• Ajka Minimalistka

Minimalizm wybiórczy i czasowy

Czasem słyszę, że ktoś chciałby zacząć stosować minimalizm, ale nie wyobraża sobie, by ograniczać się ilościowo w jakiejś określonej dziedzinie. Ktoś nie chce wyrzec się książek, kto inny kocha mieć mnóstwo strojów czy kosmetyków. Tak, jakby podejście to wymagało poświęceń, zmuszania się do ograniczania na każdym polu, nawet jeśli nie odczuwa się takiej potrzeby.


Nigdy dość podkreślania, że minimalizm to nie ideologia, zestaw dogmatycznych przykazań, których nieprzestrzeganie grozi skreśleniem z listy wiernych. Jest jednym z wielu narzędzi służących rozwojowi osobistemu, poznawaniu siebie, porządkowaniu codzienności. Ma sprzyjać podnoszeniu samoświadomości, ale i przynosić radość. Nikt nie powiedział, że nie można tego narzędzia używać tylko w jednej wybranej dziedzinie lub w kilku. Albo w jakiejś nie, chociaż w innych tak. Podchodzić do niego elastycznie i z dystansem. Co więcej, można poeksperymentować z tą metodą na pewnym etapie życia, ale w końcu dojść do wniosku, że już się jej nie potrzebuje, bo czego człowiek miał się dowiedzieć, to się dowiedział, a minimalizm mu się znudził i tyle.


Mi na pewno się nie znudził. Ale stosuję go już od bardzo dawna i siłą rzeczy na różnych etapach korzystałam z niego w nieco odmienny sposób. Przez pierwsze lata ogarniania siebie i stanu posiadania dużo było do zrobienia w każdej właściwie dziedzinie. Potem udało się wypracować dyscyplinę na każdym polu, zmienić nawyki konsumpcyjne, wypracować sobie proste podejście do wszystkich obszarów życia. Teraz wciąż minimalizm mnie cieszy, jednak przy obecnym poziomie samoświadomości mogę sobie okresowo bezpiecznie pozwolić na więcej swobody w wybranych strefach, jeśli jest mi to do czegoś potrzebne, a jednocześnie zwiększyć dyscyplinę w innych, jeśli czuję się do tego gotowa albo jestem ciekawa efektów.


Można na przykład na początek wybrać sobie jedną tylko sferę życia i ćwiczyć minimalizm tylko w niej. Dajmy na to wielokrotnie wspominana garderoba. Uproszczenie stroju i testowanie funkcjonowania z ograniczonymi liczebnie zestawami jest bardzo satysfakcjonujące, a ponadto znacząco pomaga w dopracowaniu osobistego stylu i lepszemu dopasowaniu garderoby do potrzeb, upodobań i trybu życia. Może być tak, że będzie się stosować minimalizm tylko w tej jednej dziedzinie, ale w żadnej innej nie. Bo nie odczuwa się takiej potrzeby. Wcale albo na razie nie.


Można zostawić sobie jedną dziedzinę na bliżej niesprecyzowane później. U mnie takim obszarem był wystrój mieszkania. Niejednokrotnie wspominałam Wam, że na oswojenie się z minimalizmem w estetyce potrzebowałam czasu. Najpierw poczułam jego potrzebę w stroju, makijażu i ozdabianiu siebie, a w bezpośrednim otoczeniu niespieszno mi było do niego. Zwlekałam z eliminowaniem kolorowych powierzchni czy dzieł sztuki w mieszkaniu. Owszem, zachodziły w nim zmiany, blaty pustoszały, bibelotów ubywało, jednak nie naciskałam sama na siebie, by jego wnętrze wyglądało jak mieszkanie prawdziwej minimalistki, o ile w ogóle coś takiego istnieje. Wiedziałam, że to stanie się wtedy, gdy będę gotowa i nie warto przyspieszać tego procesu wbrew sobie. Właśnie skończyliśmy remont (między innymi dlatego dawno mnie tu nie było) i to był właśnie ten moment, gdy poczuliśmy pragnienie znacznego uproszczenia wystroju naszego domu. Te osoby, które oglądają moje materiały wideo na YouTube, wiedzą na przykład, że sporo było koloru na ścianach: w sypialni pomarańczowe, w przedpokoju niebiesko-granatowe. Teraz wszędzie jest biało. Nie wyrzekliśmy się żywszych barw, ale teraz są one obecne w akcentach, nie na dużych obszarach.


Mam za to teraz jeden obszar życia, w którym czasowo świadomie pozwalałam sobie na nieograniczanie się. To kosmetyka, pielęgnacja twarzy, włosów i ciała. Sprawy zawsze dla mnie ważne. Na pewnym etapie bardzo uprościłam swoje rytuały i zminimalizowałam ilość stosowanych produktów. I przez kilka lat bardzo mi takie podejście służyło. Jednak czas płynie i widzę, jak w miarę zbliżania się do pięćdziesiątki potrzeby mojego ciała ewoluują. Muszę teraz większy nacisk kłaść na regenerację, na stymulowanie skóry do odnowy. Wciąż podstawą mojego dbania o siebie jest troska o właściwe odżywianie, relaks, aktywność fizyczną, wysypianie się, dobre relacje z samą sobą i innymi. To podstawa. Nadal zachowuję też powściągliwość, jeśli chodzi o makijaż na co dzień, chociaż wciąż lubię malować się mocniej na spotkania towarzyskie czy wyjścia na randkę z mężem.

Natomiast dopracowuję obecnie swój nowy program pielęgnacji, bo jednak to, co nakłada się na skórę i włosy od zewnątrz też ma znaczenie. Zrezygnowałam z usług fryzjerskich, by zajmować się włosami wyłącznie sama (o tym szerzej może przy innej okazji). Testuję różne nowe dla mnie produkty i metody dbania o urodę. Co oznacza, że mam obecnie zdecydowanie więcej kosmetyków pielęgnacyjnych niż miewałam w ostatnich latach. Trochę specyfików naturalnych i ziołowych, trochę drogeryjnych, wypróbowuję też różne polskie marki, bo przecież w ostatnich latach nasze rodzimy rynek kosmetyczny fantastycznie rozkwitł. Dopóki nie odnajdę nowych ulubieńców i nie sprawdzę, co na tym etapie życia dla mnie najlepsze, potrzebuję wykonać trochę prób i popełnić przy okazji kilka błędów, bo wprawdzie staram się korzystać z wiedzy i doświadczenia innych, ale nie da się wypracować skutecznych metod, nie sprawdzając ich na sobie. Poza tym nie ukrywam, że w tych trudnych i stresujących dla nas wszystkich czasach domowe spa, smarowidła i mazidła są dla mnie najlepszym antidotum na negatywne emocje, niepokojące informacje i niepewność jutra.

Wiem jednak, że to tylko czasowa zmiana podejścia, bo moim zamiarem jest wypracowanie nowego programu pielęgnacji i pozostanie przy nim tak długo, jak będzie się sprawdzał. Za jakiś czas trzeba będzie go znów skorygować, ale w międzyczasie będę znów stosować tylko wybrane produkty i metody, nie uganiając się nieustannie za nowinkami. A łatwo ulec takiej pokusie przy obecnej obfitości oferty kosmetycznej i tempie pojawiania się nowości na rynku.


Może być też tak, że powściągamy się w jednej lub kilku dziedzinach właśnie po to, by zrobić miejsce i zaoszczędzić zasoby na rozwijanie innej, w której nie ograniczamy się wcale lub w niewielkim stopniu. Zrobić miejsce na to, co naprawdę dla nas ważne. Dla mnie i mojego męża taką domeną, na którą oszczędzamy miejsce, siły i zasoby, są podróże. Nie podróżujemy może bardzo wiele, ale jest to obszar życia szczególnie dla nas istotny. Wolimy więc nakładać sobie ograniczenia w innych strefach, by móc sobie pozwolić na podróżowanie na naszych zasadach.


Wątpię, bym w najbliższych latach chciała całkowicie porzucić minimalizm. Tak czy owak miłość do prostoty nigdy mi nie minie, a czy z czasem ograniczenia ilościowe i ćwiczenia z dyscypliny przestaną mnie cieszyć, czas pokaże. Nikt nie wie, co przed nami, jak zmieni się nasz świat, jak zmienię się ja sama.


Jeśli spodobał Ci się ten wpis, nie zapomnij proszę podzielić się nim z tymi, których lubisz. Możesz też wspierać moje działania finansowo przez serwis Patronite (informacje u dołu strony). Jeśli zaś chcesz zajrzeć do mojego świata, mieszkania, kuchni i poznać mnie jeszcze lepiej, zapraszam serdecznie na kanał na YouTube, tam dzieją się fajne rzeczy :-)



534 wyświetlenia
  • White Facebook Icon
  • White Instagram Icon
  • YouTube

©2020 Anna Mularczyk-Meyer

Utworzono z pomocą wix.com