• Ajka Minimalistka

Minimalistka w rzeczywistości cyfrowej

W ostatnich miesiącach dużo rozmyślałam o tym, jakie znaczenie mają cyfrowe technologie i urządzenia elektroniczne w moim życiu. Jak się one mają do minimalizmu i prostoty, czy pomagają w upraszczaniu, czy wręcz przeciwnie. I na czym tak naprawdę polega minimalizm cyfrowy? Czy to asceza, rezygnacja z technologii, uciekanie przed nią?


Rzecz w tym, że bardzo lubię korzystać ze zdobyczy techniki. Możliwościami, jakie daje internet, wciąż się zachwycam. Cenię każde z urządzeń, które posiadam, i jestem za nie bardzo wdzięczna. Na każdym kroku dostrzegam korzyści i ułatwienia, jakie przynoszą. Tak po kolei: obecnie posiadam laptop, który służy mi do pracy i jest też centralą naszej domowej rozrywki. Mam też średniej klasy smartfon. Czytnik książek (Kindle). Aparat cyfrowy, za pomocą którego nagrywam materiały wideo na kanał na YouTube. W domu jest też telewizor, którego używamy jako dużego monitora, jest podpięty na stałe do laptopa, by można było na nim oglądać filmy i wideo z YT.


Dzięki tym urządzeniom mogłam pozbyć się wielu przedmiotów. Książek papierowych, płyt z muzyką i filmami, papierzysk, instrukcji. Dzięki nim oraz połączeniu internetowemu mogę załatwiać większość spraw, nie wychodząc z domu. Pracować, płacić rachunki, składać dokumenty do urzędów, przygotowywać przesyłki. Bezcenna jest możliwość utrzymania kontaktu z rodziną i znajomymi, którą szczególnie doceniałam w trakcie koronawirusowej izolacji.


Jednak w tym samym czasie po raz pierwszy odczułam wyraźną potrzebę wprowadzenia większej dyscypliny w moim cyfrowym życiu. Przede wszystkim z powodu ograniczeń związanych z epidemią. Wiele osób kompensowało je sobie, szukając rozrywki, oderwania od stresujących myśli i negatywnych emocji, kontaktu z ludźmi, z którymi nie można było spotkać się osobiście. Podobnie było u nas. I w miarę, jak spędzałam online więcej czasu niż zwykle, zaczęłam czuć przesyt, zmęczenie i niesmak. Wiedziałam, że jestem sama sobie winna. Wprawdzie starałam się, jak zawsze, trzymać z daleka od serwisów informacyjnych, ale wiadomości i tak napierały z pełną mocą, wbrew mojej woli. Z drugiej strony potrzebowałam rozmowy z bliskimi, prawie codziennie komunikowałam się ze znajomymi, z którymi w normalnych okolicznościach widuję się regularnie. Namiastka kontaktu osobistego, jaką były rozmowy przez komunikatory internetowe, pomagała lepiej znieść ten niełatwy czas. Ale też tematem przewodnim tych rozmów były aktualności. Czyli znów stresujące wiadomości.


Uświadomiłam sobie, że podobnie jak w innych dziedzinach życia, w korzystaniu z urządzeń elektronicznych, możliwości internetu i wszelkich technologii, nie chodzi o całkowitą rezygnację. Wyrzeczenie się tych opcji niczego nie załatwia, a jedynie mogłoby znacznie utrudnić funkcjonowanie. Nie należy też postrzegać cyfrowego świata jako wrogiego środowiska. Trzeba jednak zrozumieć swoje potrzeby, obserwować bacznie swoje nawyki i zachowania, świadomie nad nimi pracować. Pamiętając, że łatwo jest stracić kontrolę i pozwolić sobie na utonięcie w cyfrowym oceanie wiadomości, bodźców i rozpraszaczy.


Praca nad zaprowadzeniem porządku i dyscypliny w tej dziedzinie to nie lada wyzwanie. Właśnie dlatego, że niewiele osób może sobie obecnie pozwolić na rezygnację z technologii. Czy w ogóle ktoś może to zrobić? Dla osoby takiej jak ja, czyli jak wiele, takie rozwiązanie jest absurdem. Poza tym, jak wspominałam, lubię i doceniam możliwości, jakie dają wszelkiego rodzaju urządzenia i media cyfrowe.


Podobnie jak w otoczeniu materialnym, zaczęłam od eliminacji nadmiaru, dokonywania systematycznego przeglądu zawartości dysków, fizycznych i wirtualnych. Sprzątania list kontaktów, usuwania duplikatów, nieaktualnych danych. Wciąż jeszcze nie skończyłam, ale postępy są znaczne.

Stosuję te same zasady, co zawsze przy porządkowaniu. Zostaje tylko to, co faktycznie potrzebne, aktualne, co sprawia radość i przyjemność.


Jednak samo porządkowanie to raczej prosta sprawa, nawet jeśli bywa praco- i czasochłonne. Przeglądanie zasobów cyfrowych może wymagać wysiłku, ale jeśli jednocześnie pracuje się nad zmianą nawyków, czyli przede wszystkim dbaniem o to bieżącą higienę, regularne usuwanie tego, co niepotrzebne, z czasem chaos uda się opanować i nauczyć nie dopuszczać do nagromadzenia cyfrowych śmieci.


Ważniejszą i trudniejszą kwestią było jednak dla mnie zapanowanie nad tym, by nie spędzać zbyt wiele czasu w internecie, a przede wszystkim na przeglądaniu mediów społecznościowych. By nie robić tego mimowolnie, nieświadomie, od niechcenia. Właściwie nie wiadomo po co i dlaczego. Wiem, że rzesze specjalistów pracują nad tym, by tak się działo. Opracowują algorytmy, badają mechanizmy i zależności. Byśmy nie potrafili się temu oprzeć. Godzinami bezmyślnie przewijali osie czasu. Klikali, lajkowali, często już nawet po minucie nie pamiętając, co właśnie polubiliśmy. Absorbują naszą uwagę, by ktoś gdzieś bardzo daleko mógł zarabiać coraz więcej pieniędzy.


Pierwszym ważnym krokiem było otrzeźwienie. Spojrzenie na siebie z dystansu. Zobaczenie, że za często i zbyt łatwo sięgam po smartfon. Pod byle pretekstem, często właściwie bez powodu. Nie chcę, by tak upływało mi życie. Technologia ma być ułatwieniem i dopełnieniem, ale nie treścią codzienności. Jednak pracuję za pośrednictwem internetu, poza tym piszę bloga, publikuję treści za pomocą różnych kanałów. Łatwo mi więc znaleźć wymówkę i usprawiedliwienie. Wytłumaczyć sobie, że muszę szukać jakiejś informacji, obejrzeć materiał lub sprawdzić łącze, bo tego wymaga charakter mojej pracy i działalności.


To, co najbardziej mi pomaga w pracy nad higieną korzystania z technologii, to skupienie się na świecie niewirtualnym. Na rozglądaniu się wokół, rozmowach (znów osobistych), na czytaniu książek, a nie tylko wpisów w serwisach społecznościowych. Korzystanie z internetu w celach niezwiązanych bezpośrednio z pracą surowo sobie reglamentuję. Dbam o to, by docierały do mnie tylko wyselekcjonowane treści z wiarygodnych i mądrych moich zdaniem źródeł. Rozważnie dobieram obserwowanych influencerów czy profile, na które zaglądam. Tak jak w realnym świecie unikam powierzchownych znajomości oraz osób i miejsc, które wywierają na mnie negatywny wpływ.


Nie chcę rezygnować z nowoczesności. Jestem jednak przekonana, że umiejętność rozsądnego czerpania z jej możliwości będzie coraz ważniejsza. Przyszłe pokolenia mniej będą poświęcały uwagi nadmiarowi rzeczy, a być może wcale nie będą ich gromadzić, natomiast coraz trudniej będzie im zapanować nad swoimi zachowaniami związanymi z technologią. I w tej dziedzinie będą odczuwać zmęczenie nadmiarem i przesyt.


Dyscyplinę można sobie wypracować. Najlepiej małymi krokami, wyznaczając sobie coraz to nowe zadania. Codziennie posuwać się o krok dalej. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, jak radzę sobie z zaprowadzaniem porządku w cyfrowym świecie, zapraszam do zakładki Podcast (u góry strony), tam znajdziesz materiały, które nagrałam na ten temat. Natomiast jeśli chcesz wesprzeć mnie i ułatwić mi bardziej regularne publikowanie, zapraszam na mój profil w serwisie Patronite (bezpośredni dostęp u dołu strony, w stopce pod wpisem).



627 wyświetlenia
  • White Facebook Icon
  • White Instagram Icon
  • YouTube

©2020 Anna Mularczyk-Meyer

Utworzono z pomocą wix.com