• Ajka Minimalistka

Mój minimalizm po 13 latach

Zaktualizowano: 19 maj


Znów długo nie było mnie na blogu. Nie będę się tłumaczyć, dlaczego tak się stało. Jeśli ma się to zmienić, a moja obecność w internecie ma wreszcie nabrać regularnego charakteru, to trzeba po prostu to zrobić: zacząć systematycznie publikować, bez wymówek i niepotrzebnych przerw.


Pomyślałam, że dobrze by było napisać co nieco o tym, na jakim etapie jest mój minimalizm obecnie, po tylu latach od pierwszego z nim zetknięcia. Trudno uwierzyć, że to już kilkanaście lat. Pierwszy raz przeczytałam o tym podejściu w 2009 roku. Jeśli kogoś ciekawi, jak wyglądała moja początkowa droga ku prostocie, zapraszam na stare śmieci, czyli na Prosty Blog. Zdarzało mi się zastanawiać, czy przyjdzie taki czas, że minimalizm przestanie mnie interesować albo że nie będzie już odpowiadał moim potrzebom. Brałam pod uwagę taką ewentualność. Skoro to narzędzie, a nie cel sam w sobie, jak niestrudzenie powtarzam, może się okazać, że pewnego dnia narzędzie to przestanie być przydatne.


A jednak wciąż się przydaje. Tym bardziej teraz, w tak niespokojnym czasie. Co więcej, z czasem i z wiekiem cenię sobie prostotę coraz bardziej. Wydaje się, że tak już pozostanie.


Gdy w zeszłym roku przeprowadziliśmy się do większego mieszkania, byłam ciekawa, czy nie spowoduje to rozluźnienia dyscypliny, jaką musieliśmy trzymać w poprzednim lokum z racji małej przestrzeni. Skoro już nie trzeba się ograniczać, bo miejsca jest zauważalnie więcej (około 55 metrów kwadratowych, a poprzednie mieszkanie było o 20 metrów mniejsze), może zaczniemy kupować i gromadzić przedmioty w ilości większej niż potrzeba? Fakt, przeprowadzka wiązała się z koniecznością dokupienia elementów wyposażenia i umeblowania. Bez wątpienia był to bardzo przyjemny proces. Zależało mi na tym, by nie popełnić błędów przy urządzaniu mieszkania, nie zatłoczyć go ani nie zakłócić jego estetyki. Z namysłem podejmowaliśmy wszelkie decyzje o zakupach elementów trwałych.


Tak na marginesie, winna jestem wyjaśnienie, dlaczego postanowiliśmy zmienić mieszkanie, bo wzbudziło to zdziwienie niektórych z moich widzów na YouTube. Okolica, w której mieszkaliśmy, stała się bardzo zatłoczonym i hałaśliwym miejscem. Nasze okna wychodziły na ruchliwą ulicę, która 17 lat wcześniej była o wiele spokojniejszą trasą. Nieustanny szum ruchu ulicznego za oknem uniemożliwiał odpoczynek i sen. Mnie osobiście męczył też niedostatek światła. Marzyliśmy również o wygodnym, dużym balkonie, na którym będzie mieścić się coś więcej niż tylko suszarka na bieliznę. Tutaj mamy i światło (okna na trzy strony świata!), i balkon, i względny spokój za oknami. A w bonusie więcej przestrzeni życiowej.


Minęło ponad osiem miesięcy od przeprowadzki i okazuje się, że nie doszło do żadnego rozluźnienia, niekontrolowanych zakupów i obrastania w rzeczy. Przed przeprowadzką oczywiście dokonałam starannej selekcji, by nie przewozić na nowe miejsce tego, co niepotrzebne. Jednak po kilku miesiącach mieszkania, w miarę urządzania się, trzeba było dokonać kolejnej korekty, by lepiej dostosować się do nowych warunków. Przejrzałam więc tekstylia, wyposażenie kuchenne, naczynia, puszczając w świat to, co okazało się zbędne. Zrezygnowałam też z części ozdób, rękodzieła, obrazów i fotografii, bo z czasem coraz bardziej męczą mnie wnętrza, w których takich elementów jest zbyt wiele. W ostatecznym rozrachunku mieszkamy więc na większej przestrzeni, ale mając mniej przedmiotów. Za to nieustannie cieszy mnie możliwość ukrycia jak największej ilości rzeczy przed wzrokiem i kurzem, na zewnątrz pozostaje tylko to, co jest w najczęstszym użyciu. Reszta pochowana.


Poza tym mam wyrobiony nawyk regularnego sprawdzania, czy w szafkach i schowkach nie kryją się rzeczy, które przestały być potrzebne i regularnie używane. Dotyczy to ubrań, biżuterii, książek, kosmetyków i każdej innej kategorii rzeczy. W ostatnich dniach na przykład rozdałam część roślin doniczkowych, bo trochę za bardzo się porozrastały i trzeba było zredukować liczbę doniczek na parapetach, by nie wyglądały na zatłoczone. Wystarczyło zamieścić zdjęcia na stronie osiedlowej grupy na Facebooku i udało się uszczęśliwić kilka miłych pań z sąsiednich bloków.


A minimalizm w innych dziedzinach? Wciąż uwielbiam swoją garderobę kapsułową. Przez lata mój styl oczywiście ulega pewnym zmianom, bo zmieniam się ja sama i moje życie, więc zawartość szafy musi się do tych zmian dostosować. Jednak nadal jest to bardzo świadomie dobierany zestaw ubrań, i akcesoriów. Kosmetycznie? Przeszłam przez etap eksperymentowania z nowymi metodami pielęgnacji skóry i włosów, więc pośrednio miałam więcej kosmetyków niż potrzebowałam, ale proces ten zakończył się zużyciem nadmiaru i wybraniem tego, co faktycznie mi służy i działa.


Zdjęcie: Izabella Garbarz, Bellove

Domowa biblioteczka okresowo się zwiększa, ale też regularnie ją przeglądam i te pozycje, do których już nie potrzebuję wracać, odsprzedaję lub oddaję. Nadal korzystam z czytnika e-booków i wypożyczam książki elektroniczne w serwisie Legimi, jednak wydaje mi się, że gdy obecnie używany czytnik wyzionie ducha, nie kupię kolejnego, chociaż będę wciąż czytać książki także w wersji elektronicznej, lecz zapewne na innych urządzeniach.


Również niezmiennie cieszy mnie sztuka minimalistycznego pakowania i podróżowanie z lekkim bagażem. Nie jestem już tak radykalna, jak zdarzało mi się być kilka lat temu, lecz wciąż doceniam wygodę, jaką daje pakowanie się w jedną poręczną, łatwą do przenoszenia torbę. Za trzy tygodnie wyjeżdżam z moją siostrą, więc na pewno pokażę tutaj i na kanale, jak obecnie pakuję się na wyjazd wakacyjny.


Tak to wygląda po 13 latach. Nie zanosi się na pożegnanie z minimalizmem i prostotą, jak wspomniałam na początku, z czasem cenię je coraz bardziej.

527 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie