• Ajka Minimalistka

Kuchnia oszczędnej gospodyni

W ostatnich miesiącach dużo uwagi poświęcam sposobom na oszczędniejsze życie i ograniczenie wydatków. Czasy mamy, jakie mamy, wiele osób musi mierzyć się z koniecznością życia na niższym niż wcześniej poziomie ze względu na utratę dotychczasowych źródeł dochodu. U mnie aż tak źle nie jest, ale odczuwam brak dodatkowego zajęcia, jakim była praca przewodnika. Poza tym uważam, że w tak niespokojnym okresie warto jest zachować ścisłą kontrolę nad finansami, by móc z większym spokojem patrzeć w przyszłość. Wydatki na jedzenie to zazwyczaj największa albo jedna z największych część obciążeń domowego budżetu. Dlatego właśnie w tej dziedzinie w szczególności warto poszukać możliwości ulepszeń. Żywienie się jednocześnie taniej, ale rozsądnie i bez szkody dla zdrowia to nie łatwa sztuka. Owszem, obecnie dostęp do taniego jedzenia jest łatwy, ale nie przypadkowo większość ubogich osób cierpi na nadwagę lub otyłość. Bardzo często najprostszym rozwiązaniem, gdy ma się ograniczone możliwości finansowe, jest sięganie po „zapychacze”, takie jak chleb, produkty mączne, słodycze, w dużej ilości i kiepskiej jakości. Tym bardziej, że kiepski stan portfela jest źródłem potężnego stresu, niepokoju i frustracji, zrozumiałe więc, że w takiej sytuacji ma się tendencje do uspokajania się i pocieszania jedzeniem. Poza tym powszechnie panuje przekonanie, że zdrowa żywność musi być droga. Wystarczy zresztą zajrzeć do działu z żywnością „bio, eko, diet i fit”, by zrozumieć, skąd bierze się taki pogląd. Ceny tych produktów potrafią czasem stanowić wielokrotność ich odpowiedników dostępnych w pozostałej części sklepu.

Oczywiście mało kto może pozwolić sobie na robienie całości zakupów spożywczych tylko w tak zwanych sklepach ze zdrową żywnością, delikatesach ekologicznych i na hipsterskich targowiskach. Moim zdaniem nie jest to jednak konieczne, by żywić się w sposób w miarę korzystny dla zdrowia i nierujnujący dla kieszeni. Po pierwsze mam wciąż w pamięci wspomnienia swojego dzieciństwa, które przecież przypadło na czasy PRL-u, a także okres kryzysu gospodarczego i racjonowania żywności (tzw. kartek na żywność), kiedy to miesięczne przydziały takich produktów, jak mięso czy cukier, były naprawdę skromne. A jednak w moim rodzinnym domu jadło się smacznie, dość różnorodnie i nikt głodny nie chodził. Fakt, była to wyłączna zasługa zapobiegliwości, kreatywności i pracowitości moich rodziców, którzy, mając bardzo ograniczony budżet, utrzymując się przed długi czas tylko z jednej, nauczycielskiej pensji, szukali różnych pomysłów i sposobów na to, by zawsze było co do garnka włożyć. Własny ogród, przydomowa hodowla drobiu, ale też wymiana barterowa nadwyżek plonów z sąsiadami czy produkty oferowane w zamian za sąsiedzką pomoc przy zbiorach. Ponadto bardzo dbało się o to, by jedzenia nie marnować i wykorzystywać resztki, czy to w pomysłowych potrawach, czy też do dokarmiania zwierząt.


Po drugie od lat interesuję się kulturą kulinarną, przede wszystkim krajów śródziemnomorskich, ale motyw gotowania „czegoś z niczego” pojawia się w historii kuchni każdego obszaru kulturowego, nie tylko Włoch czy Hiszpanii. Co ciekawe, często w społecznościach, które doświadczyły wielkiej biedy, obserwuje się zjawisko wyjątkowej długowieczności i życia w zdrowiu do późnej starości, oczywiście jeśli tylko bieda nie prowadziła do głodowania. Mówimy o najbiedniejszych regionach, gdzie mięsa i słodyczy jadało się niewiele, głównie od święta, a podstawę jadłospisu stanowiły warzywa i owoce, produkty sezonowe i nieprzetworzone lub o niewielkim stopniu przetworzenia.


Moim zdaniem, by wprowadzić oszczędności w kuchni trzeba się w ten proces zaangażować, wyedukować i przygotować na to, że będzie to wymagało więcej czasu i pracy niż działanie „po najmniejszej linii oporu”. Wiele zależy od osobistych przyzwyczajeń i upodobań domowników. Są domy, w których nikt nie wyobraża sobie nawet jednego posiłku bez mięsa, więc już jeden dzień bezmięsny w tygodniu będzie małą rewolucją. Osoby przyzwyczajone do smaku gotowych potraw miewają problemy z przyzwyczajeniem się do domowych specjałów, bez ulepszaczy i substancji słodzących czy wzmacniających smak. Jak w każdym innym przypadku, czasem lepiej jest wprowadzać zmiany stopniowo, po jednej, nie wszystko na raz, małymi, ale konsekwentnymi krokami. Próby całkowitej zmiany przyzwyczajeń z dnia na dzień niezwykle rzadko przynoszą pozytywne rezultaty. I podobnie jak w przypadku minimalizmu, konieczne jest podejmowanie dialogu z domownikami, by nie wprowadzać zmian bez ich wiedzy i zgody. Słuchać też ich trzeba i próbować zrozumieć, w przypadku różnicy zdań dążyć do kompromisu.


Przejdźmy jednak do konkretów. Kuchnia oszczędnej gospodyni (lub gospodarza, rzecz jasna) opiera się na odpowiednich strategiach zakupów, planowania, właściwego przechowywania produktów i samego procesu gotowania, a także postępowania z nadwyżkami i resztkami. Oto moja propozycje rozwiązań, które mogą pomóc w ograniczeniu wydatków na jedzenie, przy jednoczesnym zachowaniu smakowitości potraw i zdroworozsądkowego podejścia do dbania o zdrowie i formę. Oczywiście porady te mają charakter uogólniony. W zależności od sytuacji życiowej, warunków, możliwości i przekonań, nie wszystkie z nich będą przydatne dla każdego. Np. dla wegan czy wegetarian albo osób na jakiejś specjalnej diecie. Kilka pierwszych rozwiązań dotyczy mięsa, ale pozostałe w większości są bardziej uniwersalne.

  1. Mniej mięsa albo wcale. Mięso jest kosztowne. Zwłaszcza wtedy, gdy ze względów etycznych, światopoglądowych oraz smakowych szuka się produktu pochodzącego od zwierząt hodowanych w godnych warunkach, mających dostęp do światła słonecznego, wypasanych na trawie. Wiele osób rezygnuje z mięsa z powodu swoich przekonań, troski o środowisko, empatii dla cierpienia zwierząt. Rozumiem i szanuję takie wybory, sama jednak na razie nie mam zamiaru zostać ani weganką, ani wegetarianką. Staram się natomiast jeść mięso rzadziej i w mniejszej ilości, zarówno ze względu na zdrowie, jak i kwestie finansowe.

Dla wielu osób całkowita rezygnacja z jedzenia zwierząt czy produktów odzwierzęcych jest zbyt trudna, może nawet próbują przestawić się na weganizm, ale po pewnym czasie porzucają go. Rozwiązaniem kompromisowym i łatwiejszym do przyjęcia jest zmniejszenie częstotliwości spożycia potraw mięsnych i ich ilości. Zamiast traktować mięso jako podstawę jadłospisu, jeść je codziennie i w każdym posiłku, można zacząć je traktować jako dodatek do potraw, nie ich bazę. Na początek wprowadzić jeden lub dwa dni bezmięsne w tygodniu, jeśli rodzina stawia opór. Z czasem, jeśli uda się rozszerzyć repertuar lubianych potraw jarskich, stopniowo zwiększać ich udział w menu. Może w ostateczności mięso będzie pojawiać się na domowym stole jedynie raz lub dwa razy na tydzień?

Dla tych osób, które po daniach bezmięsnych czują się nienajedzone, rozwiązaniem problemu może być uzupełnianie diety warzywami strączkowymi, orzechami, pestkami dyni lub słonecznika. Także w potrawach zawierających mięso część jego można zastąpić soczewicą, fasolą, grochem czy ciecierzycą. Miłośnicy mięsa będą w takim daniu czuć jego smak, a jednocześnie nie będzie im tak bardzo przeszkadzać jego zmniejszona proporcja. To obecnie moje ulubione rozwiązanie, często gotuję zupy na kościach z mięsem, do których dodaję wspomniane strączkowe. Taka klasyczna „zupa z mięsną wkładką”.


2. Podroby i mniej cenione części mięsa. Ten punkt może być barierą nie do pokonania dla wielu osób, bo podroby się albo lubi, albo ich nie cierpi. Czasem zdarza się, że ktoś, kto ich nigdy nie próbował, otworzy się na nowe smaki i konsystencje, ale zazwyczaj nie przychodzi to łatwo. Ja nauczyłam się jeść serca, żołądki i wątróbkę jeszcze w dzieciństwie, chociaż dopiero jako dorosła osoba w pełni doceniłam ich walory. Teraz jestem chętna do spróbowania każdego rodzaju wnętrzności, jadłam nawet jądra, śledzionę, grasicę, nie lubię jedynie płuc i nerek. Rozumiem, że dla większości są to raczej ekstremalne doznania kulinarne, nawet dla osób lubiących mięso. Szkoda, bo zazwyczaj te części zwierzęcia jako niedoceniane i niepoważane mają bardzo niską cenę, a jednocześnie są bardzo odżywcze. Może więc spróbować jakiejś nowej formy, np. gulaszu z serc i żołądków? Długo gotowanego, by podroby były miękkie.

Na pewno łatwiej niż do podrobów jest przekonać się do sięgania po mniej cenione, a przez to tańsze kawałki mięsa. Np. łopatkę wieprzową, mięso z kością, szyje indycze, skrzydełka kurczaka, mięso gulaszowe. Wszystkie te elementy mogą być świetną bazą do zup czy dań jednogarnkowych. Łopatka po uduszeniu lub upieczeniu będzie znakomitym zamiennikiem wędliny do chleba. Świetny bulion można przyrządzić, bazując na kościach wołowych i kurzych łapkach, które kosztują dosłownie grosze.


3. Drób - kupuj w całości, dziel samodzielnie. Kurczak czy kaczka kupowany w całości ma o wiele niższą cenę niż poszczególne części już po podziale. Nie cierpię smaku i zapachu zwykłych fermowych kurczaków, ale drób zagrodowy jest jednak droższy. Od lat kupuję więc ptactwo niepodzielone i sama dzielę na elementy. Odcinam filety z piersi, nóżki i skrzydła, wykorzystując je do różnych potraw, pozostałość, czyli korpus, wykorzystuję jako podstawę rosołu lub wywaru. Tym sposobem z jednego ptaka mam kilka obiadów i nic się nie marnuje.

4. Więcej warzyw, po prostu. Nawet jeśli jesz mięso, zwiększaj ilość warzyw w diecie, a przede wszystkim zadbaj o ich większą różnorodność. Większość z nas ogranicza się do kilku najbardziej popularnych gatunków, takich jak pomidory, ogórki, papryka i sałata, a przecież warzywny świat ma o wiele więcej propozycji. Warto szukać inspiracji na blogach, kontach instagramowych czy kanałach YouTube prowadzonych przez jaroszy i wegan, bo osoby te bywają o wiele bardziej kreatywne, jeśli chodzi o wykorzystanie roślinnych składników. Mięsożercy lubią poruszać się po utartych ścieżkach, inne i świeże spojrzenie nie zaszkodzi. Bywa, że wystarczy spróbować nielubianego warzywa w odmiennej formie i okazuje się ono być pyszne. Przez lata nie przepadałam za brukselką, a tymczasem od wypróbowania przepisu na brukselkę zasmażaną z boczkiem całkowicie zmieniłam zdanie na jej temat i w zimie często pojawia się na moim stole, także w zupach czy zapiekana.

5. Jajka nie tylko na śniadanie. Niektórym osobom jajka kojarzą się jedynie z propozycjami typowo śniadaniowymi, takimi jak jajecznica, omlet czy jajka na miękko, ale przecież nie ma żadnego powodu, by nie serwować ich od czasu do czasu jako dania obiadowe. Frittaty, szakszuka, wspomniane omlety z wszelkiego rodzaju dodatkami, zarówno w wersji wytrawnej, jak i na słodko, to świetna alternatywa na obiad czy kolację. Poza tym jajka na twardo są bardzo poręczną przekąską na mały głód, ale też dobrym dodatkiem do sałatek czy niektórych zup.

Od dawna wiadomo, że lansowana niegdyś teoria o szkodliwości częstego jedzenia jajek nie znalazła potwierdzenia w badaniach naukowych, a wręcz przeciwnie, uważa się je za jeden z bardziej korzystnych dla zdrowia pokarmów (o ile nie cierpi się np. na nietolerancję pokarmową). Jednocześnie to produkt powszechnie dostępny i stosunkowo niedrogi, nawet jeśli sięgamy po jaja od kur hodowanych w godnych warunkach i mających dostęp do wybiegu na świeżym powietrzu.

6. Jedz produkty sezonowe i lokalne. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu czymś zupełnie naturalnym było, że zimą nie jadło się świeżych pomidorów i ogórków ani truskawek, a sezon na szparagi trwał najwyżej półtora miesiąca. Teraz dzięki importowi z najdalszych stron świata i nowoczesnym technikom uprawy wiele osób całkowicie zapomniało o tym, że dla prawie każdego warzywa i owocu istnieje w danej strefie klimatycznej sezon, kiedy najlepiej się nimi cieszyć, gdy mają najlepszy smak i najwięcej witamin, a poza tym okresem są dużo droższe (bo ich uprawa wymaga o wiele więcej zachodu i nakładów) i mniej wartościowe. Przyznaję, że gdy jakieś 10 lat temu zaczęłam zwracać na to większą uwagę, miałam trochę kłopotu z przypomnieniem sobie, jak ta sezonowość w naszym kraju wygląda. Na szczęście łatwo znaleźć kalendarze warzyw i owoców sezonowych, które ułatwią wybory w sklepie i na straganie. Oczywiście zdarzają mi się odstępstwa, np. czasem w zimie kupuję pomidorki koktajlowe z Maroka lub południowych Włoch czy też świeżą paprykę lub ogórki szklarniowe, gdy tęskni się za bardziej letnimi smakami, ale staram się nie robić tego zbyt często. Z korzyścią dla kieszeni.

7. Wykorzystuj sezonowe nadwyżki, robiąc przetwory. To też sprawa oczywista w przeszłości, obecnie niekoniecznie. Nie każdy ma czas i zacięcie do robienia przetworów, ale jeśli ma się taką możliwość (i warunki do ich przechowywania), warto o tym pomyśleć, a przede wszystkim pokonać obawy. Dostępnych jest wiele technik konserwacji i sposobów na „zamykanie słońca w słoiku”. Dżemy, kompoty, powidła, konfitury, zamykanie w słoikach gotowych potraw, jak leczo czy sos pomidorowy. W ostatnich latach dość modne stało się robienie kiszonek, na szczęście, a fermentowanie jest prostą metodą, którą łatwo opanować. Owszem, czasem coś spleśnieje i kiszonka się nie uda, ale przy dbałości o higienę ryzyko zepsucia nie jest wielkie.

Osobom, które nie mają czasu lub odwagi, by zmierzyć się z typowymi przetworami „do słoika” pozostaje niewymagająca zachodu metoda konserwacji żywności, jaką jest mrożenie. Także produktów nieoczywistych, jak na przykład orzechów (wyłuskanych). Wydaje się, że łatwiej je przechowywać w łupinach, jednak lubi je robactwo. Moim zdaniem orzechy włoskie po rozmrożeniu są jeszcze smaczniejsze niż przed.

Podobnie ma się rzecz z ostrymi papryczkami, które mrożę w całości. Zachowują pełnię swoich właściwości i smakują jak świeże.

Mrożę też czosnek niedźwiedzi, który dodaję do omletów, zup i tart. Jarmuż, bo zwykle dostępny jest w wielkich torbach lub pęczkach. Bez rozmrażania dorzucam do zupy lub zielonego koktajlu. Bardzo dojrzałe banany obieram i zamrażam podzielone na kawałki, też jako wsad do smoothie.

8. Mrożonki. Nie tylko domowe, kupne też. Wiele osób patrzy krzywym okiem na produkty mrożone, wrzucając je wszystkie do jednego worka razem z mrożoną pizzą i daniami gotowymi. A tymczasem mrożone warzywa, owoce i grzyby są świetnym i często niedrogim sposobem na przetrwanie zimy, zwłaszcza dla tych osób, które nie chcą iść bardziej tradycyjną drogą i opierać się w zimnej porze roku na przetworach słoikowych, kiszonkach i warzywach korzeniowych. Zresztą nie każdy lubi.

9. Ugotuj więcej. Są dania, które trudno ugotować w porcji na jedną osobę, a nawet na dwie. Zupy, bigos, leczo... Zresztą nawet na kilka osób trudno czasem trafić z ilością. Gotując z rozmysłem spory gar potrawy, tak, by wystarczyło na co najmniej dwa obiady z ewentualną nadwyżką, oszczędzam przede wszystkim czas. Porcję na jeden dodatkowy obiad można zamrozić, podobnie robię z niewielką resztką, z którą zwykle nie wiadomo, co począć. Wyrzucić szkoda, a na samodzielny posiłek już za mało. Takie niedobitki zjadamy czasem do śniadania kolejnego dnia, albo mrozimy jako rację awaryjną dla jednej osoby, gdy nie ma czasu na gotowanie od zera, a coś ciepłego byłoby dobrze zjeść.

10. Gotuj w domu. Tak, oczywista oczywistość, samodzielne gotowanie pozwala zaoszczędzić pieniądze. Owszem, lubię korzystać z oferty gastronomii, ale poza domem jadamy tylko od święta, na co dzień wolę prosty i szybki, ale za to tani posiłek przygotowany własnoręcznie.

11. Planuj posiłki i zakupy. Nie każdy lubi długoterminowe planowanie w kuchni, bo nie pozostawia ono miejsca na spontaniczność, zachcianki i improwizacje. Jednak brak planowania może prowadzić do marnowania zapasów, niepotrzebnego kupowania nadmiaru produktów, a czasem do kryzysów, gdy wraca się po ciężkim dniu z pracy, a w lodówce tylko światło i spleśniały ogórek i jedynym ratunkiem wydaje się być zamówienie pizzy na dowóz. Raz można, ale gdy dzieje się to regularnie, cierpi na tym i portfel, i samopoczucie. Najlepiej jest więc połączyć planowanie posiłków i zakupów odpowiednio do już posiadanych zapasów, ale pozostawiając sobie niewielki margines luzu. Na wspomniane zachcianki czy spontaniczne zmiany planów. Chociażby na cotygodniowe sprzątanie lodówki. Czyli...

12. Sprzątanie lodówki. Właśnie. Mam na myśli nie to dosłowne sprzątanie, ale regularne przeglądanie zawartości lodówki, zamrażalnika i szafek kuchennych w poszukiwaniu resztek, produktów, którym grozi zepsucie lub przeterminowanie. To dobre ćwiczenie na kreatywność. Jak wykorzystać z pozoru niepasujące do siebie składniki i skomponować je w jadalną i smaczną całość? Każdy ma swoje patenty na takie potrawy, które w języku angielskim określa się barwnym idiomem „everything but the kitchen sink”, czyli dosłownie „wszystko oprócz zlewu kuchennego ”, a mniej dosłownie „co w rękę wpadnie”. Ja lubię na przykład robić zapiekanki z warzywami i serem, do których dorzucam te różne błąkające się po kątach lodówki resztki, tu trochę fasolki, tu jakieś przywiędłe pomidory, tu ugotowane i zapomniane kilka różyczek kalafiora, trochę kaszy z przedwczoraj... Do tego ser, bo wszystko smakuje lepiej z roztopionym serem. Podobnie można wzbogacać zupy (najłatwiej te, które się później miksuje). Albo domową pizzę. Każdy może nawet sam skomponować swoje fantazyjne obłożenie pizzy. Dania z kaszą lub makaronem, także zapiekane, dają również szerokie możliwości wykorzystania wszelkich resztek.

13. Spróbuj zrobić samodzielnie. W przypadku często używanych produktów czasem warto pokusić się o to, by nauczyć się je robić samodzielnie w domu. Na przykład tak zwane mleka roślinne, kokosowe, migdałowe, owsiane etc. Łatwe i szybkie w przygotowaniu, przy okazji otrzymuje się jako produkt uboczny mączkę, którą można wykorzystać do wypieków. Podobnie rzecz ma się z sosem pomidorowym, keczupem czy majonezem, masłem klarowanym. Naszym domowym przebojem jest keczup z cukinii, który oprócz tego, że jest naprawdę pyszny i tani, pozwala na wykorzystanie sezonowych nadwyżek tego popularnego warzywa.

14. Kupuj luzem, na wagę i w dużych opakowaniach. Większość produktów sypkich i przypraw można kupić, stacjonarnie lub online, w dużych opakowaniach lub na wagę. Niektóre rodzaje makaronu, mąki, płatki, kasze, warzywa strączkowe, pestki, orzechy, migdały, suszone owoce, bakalie, herbaty. Oczywiście zawsze trzeba zwracać uwagę na cenę za kilogram, której podawanie jest obecnie w naszych sklepach obowiązkowe. Jednak w większości przypadków kupowanie tych produktów w taki sposób jest o wiele bardziej opłacalne niż małe opakowanka, które tylko z pozoru są tańsze (patrz: cena w przeliczeniu na kg). Czasem umawiam się co do takich zakupów z moją mamą i siostrą, np. kupujemy na spółkę 400-gramowe opakowanie pieprzu ziarnistego. Podobnie można dogadać się ze znajomymi czy sąsiadem.

15. Kupuj produkty przecenione z powodu bliskiego terminu ważności. Dla niektórych ta rada może być nie do przejścia, rozumiem. Są osoby, które panicznie boją się przeterminowanych produktów. Oczywiście, należy uważać, by się nie zatruć, ale w wielu sklepach można obecnie znaleźć wydzielone miejsce, część regału lub chłodziarki, gdzie odkładane są produkty, które lada moment trzeba będzie wycofać ze sprzedaży z powodu upływu terminu ich przydatności do spożycia, dlatego ich cena zostaje znacząco obniżona, z zaznaczeniem powodu (pomarańczowa etykieta, informacja „bliski koniec terminu przydatności”). Warto nauczyć się czytać etykiety i zrozumieć różnicę między wyrażeniami „najlepiej spożyć przed” i „należy spożyć do” (więcej informacji znajdziecie tutaj), by zachować bezpieczeństwo. Od kilku lat sprawdzam takie oferty i często z nich korzystam, do tej pory nie zaowocowało to żadnymi przykrymi przygodami, bo zachowuję wspomniane zasady bezpieczeństwa. Produkty ze wzmianką „należy spożyć do” zużywam jak najszybciej, a czasem od razu po prostu zamrażam. Te drugie natomiast, np. sery pleśniowe, żółte czy jogurty zużywam już po terminie, licząc się z tym, że ich smak może być bardziej wyrazisty (ale ja lubię śmierdzące i wyraziste w smaku sery), a jogurt będzie zapewne miał gęstszą konsystencję. Jednak takie zakupy należy robić z rozwagą, by nie okazało się, że z czasem i tak wyrzucimy produkt do kosza.

16. Wypróbuj marki własne sieci sklepów. Być może od lat kupujesz ser czy dżem ulubionej, znanej i sprawdzonej marki, a na produkty pod marką własną supermarketu lub dyskontu patrzysz nieufnie, jak na tanią podróbę. Niektórych odstraszają ich „zwykłe” opakowania, o uproszczonej szacie graficznej, ujednoliconej kolorystyce. Warto jednak czasem dać im szansę, jak zawsze jednak zwracając uwagę na skład, nie tylko na niższą cenę. Niejednokrotnie producentem okazuje się być to samo przedsiębiorstwo, które jest właścicielem tej naszej ulubionej znanej marki. Oczywiście wszystko jest kwestią gustu, smaku i przyzwyczajeń. Mi wśród produktów marki własnej supermarketu, w którym zwykle robię zakupy spożywcze, udało się znaleźć kilka prawdziwych hitów o świetnym stosunku ceny do jakości, jak przykładowo bardzo przyzwoita kawa arabica, nieodtłuszczone kakao w proszku i gorzka czekolada z certyfikatem UTZ. Znakomitej jakości tłuszcz gęsi w szklanych słoikach, smaczne masło.

17. Kupuj bezpośrednio w gospodarstwie, prosto od rolnika. Zwłaszcza w tym trudnym czasie dobrym pomysłem jest znalezienie gospodarstwa, w którym można zaopatrywać się bezpośrednio w płody rolne, warzywa, miód, jaja czy produkty mleczne. Z jednej strony pozwala to na kupowanie taniej, bez pośredników, co pomaga też producentowi, a z drugiej strony umożliwia poznanie ludzi, którzy stoją za produkcją naszej żywności. A to bardzo satysfakcjonujące. Jak znaleźć takich producentów? Pocztą pantoflową, pytając wśród znajomych, przez anonse na portalach ogłoszeń lokalnych albo zwyczajnie przez serwisy społecznościowe.

18. Uprawiaj i hoduj samodzielnie. To już porada dla zaawansowanych. Nie każdy ma warunki i możliwości, by założyć pełnoprawny ogród warzywny czy hodować kury, ale może chociaż mała grządeczka z ziołami i zieleniną na działce rekreacyjnej? Albo przynajmniej kilka skrzynek na balkonie, pietruszka na natkę, szczypiorek, rozmaryn i bazylia w doniczce? Od kilku lat uprawiam na balkonie zioła, ostre papryki, pomidorki koktajlowe, czasem mieszankę warzyw liściastych do sałatek czy kanapek. Nie zajmuje mi to wiele czasu ani nie wymaga wielkich nakładów, a przyjemności daje mnóstwo.

19. Nie wyrzucaj czerstwego pieczywa. Wyrzucanie chleba po jednym dniu szczególnie mnie razi i martwi. U nas pieczywa je się niewiele, ale w kuble na odpadki ląduje bardzo rzadko, jedynie w przypadku, gdy zapleśnieje (pod żadnym pozorem nie wolno jeść spleśniałej żywności!). Mąż przyzwyczaił się do smaku czerstwego chleba, a ja lubię robić z niego tosty, bez użycia tostera, na suchej żeliwnej patelni. Inne sposoby na jego wykorzystanie? Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę internetową hasło „potrawy z czerstwego chleba” i znajdziesz mnóstwo świetnych pomysłów. Naszym ulubionym daniem są tosty z piekarnika z podduszonymi wcześniej pieczarkami i żółtym serem, takie „studenckie danie”. Dla siebie robię je z pieczywa bezglutenowego lub chleba niskowęglowodanowego, na który przepis podałam na moim kanale na YouTube.

20. Opanuj sztukę przechowywania żywności. Każdemu zdarza się dopuścić do zepsucia się jedzenia. A to coś spleśnieje, a to zaschnie w zapomnieniu, a to zgnije w kątku skrzynki na warzywa. Nie ma co się z tego powodu biczować, ale dobrze by było nauczyć się tak gospodarować zapasami, przy jednoczesnym właściwym planowaniu, by do psucia się produktów dochodziło jak najrzadziej.

Przede wszystkim regularnie przeglądaj szafki, lodówkę i inne miejsca magazynowania żywności. Sprawdzaj daty przydatności. Szczególną uwagę zwróć na już napoczęte opakowania.

W lodówce i szafkach zawsze trzymam artykuły o krótszym terminie przydatności z przodu/na wierzchu, by łatwo je było znaleźć po otwarciu, w pierwszej kolejności zwykle sięga się po to, co pod ręką. Zieleninę, natkę pietruszki czy szczypiorek zawijam po umyciu w lekko wilgotną ściereczkę lub ręcznik papierowy, dłużej zachowują w ten sposób świeżość. Sypkie produkty zaraz po przyniesieniu ich do domu przesypuję do szklanych pojemników i wkładam do nich liście laurowe, a jeśli kupiłam je w papierowej torebce (np. mąka), w której produkt pozostaje, bo np. nie mam na niego pojemnika, otwieram ją i również do środka wkładam liść laurowy. W ten sposób odstraszam robactwo, stosuję tę metodę od lat i nigdy mnie nie zawiodła. Liście laurowe układam też w szafkach, tam, gdzie przechowuję suche artykuły lubiane przez szkodniki.

21. Zerowanie zapasów. Nie byłabym sobą, gdybym nie zaproponowała Ci jakiegoś postu zakupowego. Gdy widzę, że w szafkach i lodówce zrobiło się trochę zbyt tłoczno, na pewien czas wstrzymuję się z zakupami, aż do zużycia większości zapasów. Nie do zera, ale do poziomu niegrożącego marnotrawstwem. Może to dotyczyć tylko jednej lub wielu kategorii produktów. Aktualnie mam szlaban na herbaty i zioła do naparów, bo to akurat mój słaby punkt. Lubię mieć wybór różnych herbat, zielonych, owocowych, ziołowych i muszę uważać, by nie kupować ich za dużo.

22. Domowe wyroby do chleba. Niezależnie od tego, czy je się mięso, czy nie, istnieje bardzo wiele niedrogich sposobów na urozmaicenie lubianych przez wszystkich kanapek. Kupne wędliny potrafią sporo kosztować, jeśli szuka się tradycyjnych produktów o dobrym składzie i smaku, a jakość tych tanich niestety pozostawia bardzo wiele do życzenia. Tymczasem świetnym dodatkiem do pieczywa będzie pieczone lub duszone mięso na zimno, a może nawet pokusisz się o przygotowanie domowego pasztetu? Jeśli pasztet pieczony wydaje Ci się zbyt czaso- i pracochłonny, wypróbuj przepis na pastę z wątróbki drobiowej, która wymaga niewiele zachodu.

Pasztety z warzyw strączkowych są stosunkowo łatwe do przygotowania, np. pasztet z soczewicy z warzywami z rosołu, który też prezentowałam na kanale. Pasty z warzyw, z ryb wędzonych lub z puszki, z jajek, z twarogu, ze słonecznika, orzechów... Jest w czym wybierać.

23. Nie ulegaj spożywczym modom. Modne produkty, takie jak olej kokosowy, awokado, mleko migdałowe czy nasiona chia mogą mieć wiele zalet, ale jeśli dążymy do cięcia wydatków na jedzenie, ich ceny mogą być odstraszające. Owszem, sama lubię te składniki i nieraz po nie sięgam, ale nie uważam ich za kuchenne niezbędniki. Gdy chcę wydać mniej, wybieram częściej polskie „superfoods”, takie jak siemię lniane, aronię, owoce czarnej porzeczki, pigwy. Dobre tłuszcze znajdziesz też w nasionach słonecznika czy pestkach dyni. Akceptowalnej jakości smaczną oliwę (wprawdzie nie z Polski, ale z Europy) można kupić nawet w dyskoncie. Może siemię lniane nie wydaje się tak seksowne jak nasiona szałwi hiszpańskiej, ale również jest bardzo wartościowym produktem. Podążanie za modnymi trendami bywa niekorzystne dla portfela.

24. Próbuj nowych smaków. Może jadalne rośliny dziko rosnące? Kolejna rada dla zaawansowanych i lubiących nowe doświadczenia. Zbieranie dzikiego zielska może wydawać się bardzo ekstremalnym pomysłem, ale to naprawdę dobry sposób na poszerzenie kulinarnych horyzontów bez dodatkowych kosztów. Zupa z pokrzywy, mniszek do sałatki, pesto z podagrycznika - może to brzmi jak notatki z zajęć z eliksirów w Hogwarcie, jednak nie takie zielsko straszne, jak się wydaje. Oczywiście trzeba nauczyć się odróżniać jadalne rośliny, ale wiedzy na ten temat w sieci jest naprawdę sporo. Kto ciekaw, zapraszam po raz kolejny na kanał na YT, na wiosnę na pewno pojawią się przepisy z dzikich roślin. Ważne, by szukać roślinek w miejscach oddalonych od ruchliwych dróg i pól uprawnych w porze oprysków. Oraz nie włazić nikomu bez pozwolenia do ogródka albo na prywatną łąkę.

25. Doceń wymianę barterową. Nadwyżkami najłatwiej dzielić się nieodpłatnie. Jeśli wyjątkowo obrodziła u Ciebie dynia lub cukinia, podziel się z sąsiadem, a istnieje spora szansa, że on zrewanżuje się orzechami lub koszykiem jabłek. Sąsiedzi mojej mamy zwykle zapraszają do siebie do ogrodu czy na podwórko, by nazbierać owoców czy opieniek, a my odwdzięczamy się im warzywami z własnej uprawy. Jeśli nie posiadasz ogrodu i własnych upraw, możesz sprezentować znajomym czy sąsiadce nadmiarowe słoiki z domową konfiturą czy ogórkami kiszonymi własnej roboty, w drugą stronę pewnie też przyjdzie do Ciebie coś dobrego.

Nie musisz wypróbowywać wszystkich tych pomysłów, zresztą być może jakieś już stosujesz, a może masz jeszcze inne patenty na oszczędzanie w kuchni?

Jeśli podoba Ci się to, co piszę i nagrywam, możesz wspierać moją działalność w serwisie Patronite (już od 5 złotych miesięcznie) lub za pomocą funkcji „Wesprzyj” na kanale na YouTube. Albo po prostu przesłać łącze do tego wpisu do osób, które mogą być nim zainteresowane, udostępnić w mediach społecznościowych. Dziękuję!

543 wyświetlenia0 komentarz
  • White Facebook Icon
  • White Instagram Icon
  • YouTube

©2020 Anna Mularczyk-Meyer

Utworzono z pomocą wix.com